Konferencja pod tytułem „Tkanie więzi – dylematy i wyzwania w psychoterapii rodzin patchworkowych”, zorganizowana przez Fundację KONTEKST, odbyła się 31 maja w Centrum Dydaktyczno-Kongresowym Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Dobór metafory tkania dla nazwy konferencji oddaje istotę procesu budowania relacji rodzinnych – to nie jednorazowy akt, ale powtarzalny, wymagający czasu i zaangażowania proces. Pojedyncza nić, choć ważna, nie tworzy jeszcze tkaniny – tak jak jedna rozmowa czy gest nie budują trwałej więzi.
Tkanie to czynność wymagająca skupienia, obecności i pracy z dostępnymi materiałami. Celem jest stworzenie tkaniny – czegoś trwałego, użytecznego, funkcjonalnego. Podobnie rzecz ma się z relacjami – tworzymy je z tego, co mamy: z przeszłości, wzorców rodzinnych, emocji, doświadczeń. Efektem ma być wspólna, trwała struktura.
Metaforę tę można pociągnąć jeszcze dalej. Proces konstruowania więzi rodzinnych – podobnie jak tkanie – nie jest wolny od zmian kulturowych. Współczesny kapitalizm, w którym tkactwo zostało niemal całkowicie uprzemysłowione, stwarza doskonałą analogię do tego, w jakiej optyce coraz częściej przedstawiane jest budowanie relacji. Mamy do czynienia z ich utowarowieniem – randkowe aplikacje stają się swoistymi witrynami sklepowymi, a mobilność społeczna i narracja „morza pełnego ryb” sprawiają, że relacje wydają się wymienne, łatwo dostępne i szybko zastępowalne.
W tym kontekście nie dziwi, że wielu ludzi traci kontakt z samym procesem „tkackim” – zarówno w odniesieniu do ubrań, jak i do relacji. Tak jak dzieci nie wiedzą, skąd bierze się kotlet i że wiąże się to z zabiciem zwierzęcia, tak i niewielu dorosłych uświadamia sobie, że 1/3 ubrań, które nosimy, pochodzi ze „sweatshopów”. Podobnie wiele więzi rodzinnych powstaje bez świadomości tego, co sprawiło, że są takie, jakie są – a przecież nikt ich za nas nie zaprojektował.
To oddalenie od zrozumienia wynika także ze wzrostu skomplikowania świata, choć samych chęci z pewnością w społeczeństwie nie brakuje. Obecnie obserwujemy swoisty wybuch zainteresowania własnym pochodzeniem – zarówno w sensie genealogicznym, jak i kulturowym. Popularność książek takich jak „Chłopki” czy „Chamstwo” pokazuje, że ludzie coraz częściej chcą wiedzieć, z jakich nici utkano ich rodzinne historie.
Dawniej, gdy wszystko – od jedzenia po ubrania – powstawało w obrębie gospodarstwa domowego, perspektywa zastępowalności, automatyzmu i utowarowienia była zdecydowanie mniej powszechna. Nie dało się oddelegować tych zadań. Podobnie z rodziną – relacje powstawały na podstawie mniejszej „obfitości” materiału, jaki był dostępny, wymagały pielęgnacji. Miały też najczęściej mniej wzorców, były prostsze, a ciężaru pracy nie dało się przerzucić na zewnętrznych wykonawców.
Tu kończy się analogia tkania ubrań i tkania więzi. Rodzina – w odróżnieniu od tkanin – nie może być produkowana masowo. Każdy dom to swoisty warsztat tkacki, gdzie z pokolenia na pokolenie przekazuje się umiejętność splatania nici. Właśnie do tych warsztatów terapeuci rodzinni bywają zapraszani jako ci, którzy znają się na tkaniu – choć najczęściej wchodzą na scenę wtedy, gdy coś w procesie się popsuło. Czasem terapeuta jest zapraszany tam, gdzie nie chodzi już o tkanie, lecz raczej o zszywanie – o łatanie miejsc, w których tkanina się rozerwała.
Rodziny patchworkowe są doskonałym przykładem sytuacji, w której „tkanie” jawi się bardziej jako „łatanie” i „zszywanie”, które wymaga zaopiekowania się starymi fragmentami materiału i wplatania ich w nową całość. Wartością dodaną, jaką niesie praca z rodzinami patchworkowymi, jest odkrywanie nowych zasobów i elastyczności, która rodzi się z konieczności porzucenia sztywnych oczekiwań, „jak powinno być”. W końcu nie jest to „normalna” rodzina, której wzór można łatwo skopiować. Jednocześnie jednak rodzin jest coraz więcej. Szacunkowo w Polsce funkcjonuje ponad milion rodzin patchworkowych, nie licząc związków nieformalnych, dlatego znajomość specyfiki pracy z nimi jest niezwykle istotna w kontekście przygotowania do zawodu każdego terapeuty rodzinnego.
autor: Konrad Budzyński